czwartek, 12 września 2013
Life has not finished with me yet or what's going on in 2012 music.
czwartek, 23 lutego 2012
What is left in Your soul after 2011 music?
poniedziałek, 11 kwietnia 2011
Muzyka z Australii i o Australii na www.radiobit.dsw.edu.pl
Zapraszam więc Was serdecznie na audycję 17 kwietnia. Spróbujemy choć trochę nadrobić stracony czas i pobędziemy ze sobą przy radiowym-internetowym odbiorniku aż trzy godziny. Przez pierwszą podzielę się z Wami "moimi" nowościami. Większość utworów pochodzi z całkiem nowych albumów, ale będą też takie sprzed paru lat. Lecz jak to bywa, odpowiedni czas przychodzi często gęsto o wiele później. I tak jest z jedyną jak do tej pory wydaną płytą zespołu Elsiane. Wpadła w me uszy i już tak szybko nie wypadnie:)
Od 21 natomiast tylko Australia. Dźwięki rdzenne i nowoczesne, popowe i hard rockowe. Artyści pochodzący z Australii i artyści nią zafascynowani.
piątek, 21 stycznia 2011
Dźwięki różne i przeróżne na www.radiobit.dsw.edu.pl
Tym krótkim wstępem zapraszam Was na muzyczne różności w najbliższą niedzielę, 23.01.2011, na audycję DON'T SAVE ME FROM THE FLAMES o stałej porze.
Do usłyszenia!
środa, 12 stycznia 2011
Are You Still In The Ilusion? Yes, 'til the end of time.
Przejdźmy jednak do rzeczy. Rzeczy nieomal przegapionej i fakt ten zubożyłby mnie estetycznie, aczkolwiek nieświadomie. Ileż to rzeczy zdążyło już uciec i albo natknę się na nje ponownie w którejś przyszłości, albo też komuś innemu odmienią życie. Eh, miało nie być egzystencjalnie. Ale jak może nie być, skoro muzyka jest ważnym, ontologicznym elementem, i to nie tylko moim.
Przejdźmy do rzeczy próba druga. Are You Still In The Ilusion? Tak, niezmiennie i do końca świata. Pewien niemoralny zespół od jakiegoś czasu dokonuje gwałtu mojego superego za pomocą id. A ego nie ma nic przeciwko. I to wykorzystując moją słabość do ejtisowych melodii. Nie jakieś tam post-rockowe i neo-progowe rewolucje. Żadnych elektronicznych rollercoasterów i sztucznych ogni. Młodzieńcza energia wczesnego U2, wrażliwość The Smiths, ładne melodie, prztykające w nos wszystkich kombinatorów. Aha, i oczywiście cała britpopowa tradycja, której kłaniają się chłopaki z Violens. Nooo, a Interpol już dawno stracił patent na świetne linie basowe. A na przykład takie Violent Sensation Descends przypomina nam, że to wszystko wyżej wymienione czerpie z klasycznych melodii lat sześćdziesiątych, zarówno tych wczesnych, ułożonych, jak i późniejszych, totalnie zakręconych. Koniec płyty w stylu post-rockowych gitarowych galopad mógłby się nigdy nie kończyć.
"Generational Loss", może to byłoby za dużo powiedziane, gdyby nigdy nie usłyszeć tej płyty. Jeśliby pomyśleć pesymistycznie, Generation Has Already Lost. Kiedy jednak słyszę muzykę taką, jak ta zawarta na Amoral zespołu Violens, niemal wierzę, że "The Dawn of Your Happiness Is Rising".
środa, 5 stycznia 2011
Kobieta nieobliczalnym stworzeniem jest
Ale to nie koniec...są jeszcze epki. Stridulum i Valusia. Rok 2010, więc sprawdźmy, czego nauczyła się Nika Rosa Danilova. Młoda artystka rozśpiewała się i teraz może zrywać czapki z głów! I dźwięki bardziej poukładane, ale jeśli już nazwiemy to popem, to z pewnością bardzo przewrotnym. Słychać wciąż wyraźnie fascynację gotyckim mrokiem, ale we współczesnym aranżu. Muzyka płynie swobodnie w stronę darkwave'u i tym podobnych, ale to zaskoczeniem nie jest. Dziś raczej trudno o bycie w muzyce nie-eklektycznym. Ale to nawet nie ma specjalnego znaczenia. Moją płytą roku 2010 jest debiut Australijczyków z Tame Impala, którzy grają tak, jak gdyby od 1965 roku nie wydarzyło się w muzyce nic nowego. Poza współczesną produkcją nie silą się na nowe muzyczne rozwiązania. I dobrze. Będę się upierać przy tym, że pomysł na ciekawe melodie i potrzeba przekazania czegoś ważnego to muzyczne meritum i rzecz ogólnie bezcenna. Może 21-letnia dziewczyna nie stanie się nagle czyjąś księgą mądrości. I może nie zostanie kolejnym wcieleniem Madonny, tudzież wcieleniem jej wcielenia (gggGaga?). Co mi tam. Ja czuję świeży powiew i siłę zdolną rozwalać ściany. Przynajmniej te koncertowe.
środa, 17 listopada 2010
Muzyka BIG BLUE RECORDS w niedzielnej audycji
Będziemy słuchać muzyki artystów działających pod skrzydłami wytwórni BIG BLUE RECORDS. Będzie awangardowo i rockowo, orientalnie i nastrojowo.
Do usłyszenia!
;>
sobota, 6 listopada 2010
Muzyczne przestrzenie na www.radiobit.dsw.edu.pl
czwartek, 21 października 2010
Relacja z koncertu, którego nie było
poniedziałek, 18 października 2010
Audycja gotycka
Niedziela, 24.10.2010, audycja DON'T SAVE ME FROM THE FLAMES, między 20 a 22.
Do usłyszenia!

Zdjęcie: www.stacjakultura.pl
niedziela, 10 października 2010
piątek, 1 października 2010
Wieczór z UNKLE na www.radiobit.dsw.edu.pl
Już od godziny 20 w najbliższą niedzielę, 3 października.
Do usłyszenia :)
poniedziałek, 16 sierpnia 2010
Audycja noworomantyczna
Tym razem wspomnimy najważniejszych wykonawców z nurtu new romantic, który co prawda nie przyniósł jakichś wybitnych dzieł, ale jego specyfika i barwność naznaczyła całe lata osiemdziesiąte w muzyce i ma również znaczący wpływ na współczesnych artystów. Kilku z nich również posłuchamy.
Do usłyszenia!
:>
Zagubieni w niebie
sobota, 24 lipca 2010
Magiczny fortepian albo tęsknota za minionym
W takim przypadku należałoby wystawić dwie oceny, diametralnie od siebie różne. Jedna, obiektywna, tym surowszej wymaga analizy. Druga, osobista, zdaje się być jednoznaczną odpowiedzią: "cudownie, odnalazłam alter ego dla ulubionego zespołu, który już raczej nic nowego nie nagra". Spróbujmy zatem nadać temu zdaniu obiektywną kontynuację. "I co dalej?" Oczywistym staje się fakt, iż w XXI wieku raczej bardzo trudno będzie muzycznie zaskoczyć. Ku uciesze wszelkiej maści sarkastów, sceptyków, większych lub mniejszych intelektualistów. I dobrze. Bo nie o rewolucję w tym przypadku chodzi. Istnieje drugi, właściwie ważniejszy element muzycznej twórczości. Możliwe, że Tangerine Dream też by wiele nie zdziałali, gdyby nie eksperymenty niejakiego Stockhausena. Tak samo z chaosu inspiracji winna wyłonić się indywidualna koncepcja. Przejdźmy wreszcie do zespołu. Czy muzyka zespołu Piano Magic nosi w sobie jakąś ideę? Już drugi utwór potwierdza ponadczasowość Dead Can Dance. Ale jak sprawdza się ta muzyka dzisiaj? Oczywiście, że doskonale, bo cóż innego lepiej się nadaje, jak nie pogańsko-gotyckie i plemienne dźwięki, do odstawienia tańca przez współczesnych ateistów? Przy pierwszym przesłuchaniu płyty Ovations można by zarzucić zespołowi, iż każdy utwór to hołd innemu zespołowi ze stajni 4AD. Hoł nie oznacza jednak tępego naśladownictwa. Utwór On Edge to ciekawe wydanie darkwave w jego pierwszej postaci czyli wczesnych nagrać Clan Of Xymox, zaprawione industrialnym, motorycznym rytmem. A Fond Farewell to ucieczka w poszukiwaniu samotni w wielkim mieście przy dźwiękach elektronicznej harfy. Kolejny utwór brzmi jak fragment muzyki, która nie zmieściła się na debiut Dead Can Dance z 1982r. Nawet maniera wokalisty, a chwilami barwa głosu też, łudząco przypomina o Brendanie Perrym. The Blue Hour i kolejne utwory właściwie dość jednoznacznie odwołują się do tych bardziej surowych, zimnofalowych rzeczy z początku lat 80.
I tak można się bawić w wyszukiwanie starych melodii i zespołów. Ale chodzi o coś jeszcze. Była mowa o własnej koncepcji. Dodajmy jeszcze: świetne, świeże melodie. POMYSŁ. Zapewne zespół Piano Magic pozostanie znany w kręgu podobnym do tego, który niegdyś zasłuchiwał się w niesamowitej, jedynej w swoim rodzaju, muzyce Dead Can Dance.
P.S. Tylko skąd ta nazwa? Może chcą wywołać wrażenie klasyczności, takiej fortepianowej właśnie?
piątek, 9 lipca 2010
Poopenerowa audycja
Nasłuchujcie 18 i 25 lipca na www.radiobit.dsw.edu.pl
:D
środa, 2 czerwca 2010
Nowa godzina audycji
zapraszam Was serdecznie na audycję DON'T SAVE ME FROM THE FLAMES na wcześniejszą porę, od 20 do 22 na www.radiobit.dsw.edu.pl
Audycja będzie się odbywać w tych godzinach co dwa tygodnie, również przez wakacje :D
W niedzielę, 13 czerwca, zapraszam Was na przegląd zespołów z pewnej kultowej, angielskiej wytwórni. Nie zdradzę szczegółów...no może powiem tylko, że będą undergroundowe zespoły z lat 80., jak i współczesny alternatywny pop.
Nasłuchujcie!
poniedziałek, 17 maja 2010
Skandynawski uśmiech
Dungen. Muzyka mieniąca się wieloma odcieniami spokojnych uczuć. Pozornie spokojnych i, tym bardziej, pozornie nudnych. Za tajemniczą nazwą kryje się ciepłe słońce i przenikliwy wiatr znad gór. Płyta „4” szwedzkiego zespołu przesiąknięta jest dużą dawką melancholii, tęsknoty i takiej dawki smutku, która jest zaprawdę nieodzowna. Przywodzi na myśl obraz starej kamienicy rozświetlonej słońcem w chłodny dzień. Lub wyblakłej fotografii, z której emanuje nieokreślona tęsknota. Lub starej, odrapanej ławki na skraju parku, którą się najbardziej lubi.
Czemu akurat wizualne skojarzenia, a nie muzyczne? No dobrze, jeśli nie można tańczyć o architekturze, to wróćmy do muzyki. Dungen brzmi, jakby Sigur Ros z płyty Takk zrobił sobie wycieczkę w lata sześćdziesiąte i spotkał muzyków z Cream, użyczających swoich solówek folkowcom.
Jedni powiedzą, to już było, a inni, do których zalicza się pisząca te słowa, że co prawda rewolucji nie ma, ale jest drobny powiew świeżego powietrza i uśmiech przechodnia. Takie nic, a ile znaczy.
Muzyka dziewiętnastowiecznej poezji
Zespół wydał ten album całkowicie za darmo, można go ściągnąć z internetu z oficjalnego archiwum wraz z całą książeczką, która została tak pięknie przygotowana, że aż żal, iż nie można kupić tradycyjnego nośnika.
Jakimiż jeszcze słowami można opisać tę muzykę? Muzykę, która jest jak panująca obecnie aura za oknem, a która w przeciwieństwie do niej przyciąga nieodparcie i z dziwną przyjemnością nie pozwala o sobie zapomnieć. To nowy gotyk dla tych, co zatrzymali się przy niemodnym romantyzmie i nie przyjmują do świadomości futurystycznej abstrakcji.. Bowiem, jak powiedział Oscar Wilde, „gotyk szuka tych, których dusze zasępia choroba marzenia”.
czwartek, 29 kwietnia 2010
Declaration of Dependence to Music
Pierwsze skojarzenie? W przypadku norweskiego duetu Kings Of Convenience od początku jest to Simon & Garfunkel, ale to jak najbardziej godna inspiracja, bynajmniej nie naśladownictwo. Kilka utworów, jak Mrs. Cold, kieruje myśli ku chociażby Rodrigo Y Gabriela, i co prawda nie jest to prawdziwe, latynoskie wirtuozowstwo, ale nie pozwala odpłynąć w niepamięć. Declaration of Dependence to taki album z gatunku tych niezobowiązujących, co po pierwszym przesłuchaniu każą włączyć play od początku, aż w końcu muzyka staje się kolejną łąką w lesie myśli.
Spójrzcie jeszcze na okładkę. Istne obciachowe, hawajsko-turystyczne klimaty. Jednak każdy z nas, choćby tego głośno nie śmiał przyznać, marzy o odbyciu choć jeden raz takiej hawajskiej wycieczki. Ja już mam swoje Hawaje. Idę na łąkę do parku pod blokiem i karmię duszę i uszy nową muzyką Królów Wygody.






